sobota, 29 czerwca 2019

8. Islandia 6-17.08.2018 Błękitna Laguna, Gunnuhver, Brú Milli Heimsálfa




Dotarłam z opowieścią do ostatniego dnia pobytu na Islandii. Nie był to cały dzień do naszej dyspozycji, bo po południu wylatywaliśmy w drogę powrotną, a jeszcze trzeba było zwrócić auto, ale udało nam się wycisnąć z tego dnia całkiem sporo, pomimo krótkiego czasu.


Pierwsza na naszej drodze była Błękitna Laguna, której nie mieliśmy w naszych planach, ale okazało się, że jest prawie na naszej trasie więc postanowiliśmy zajechać na chwilę.
Co prawda to miejsce znane  jest przede wszystkim jako SPA i turyści przyjeżdżają tam na zabiegi, nas jednak takie usługi nie interesowały, chcieliśmy jedynie zobaczyć na żywo tę wodę o urzekającym kolorze w otoczeniu czarnej zastygłej lawy, co znaliśmy ze zdjęć w internecie.
Rzeczywiście ten zestaw barw, ta surowość otoczenia robi piorunujące wrażenie! Widok nieporównywalny z niczym innym!















Niedaleko od Błękitnej Laguny było kolejne pole geotermalne, których na Islandii nie sposób zliczyć. To nazywa się Gunnuhver i chyba jest użytkowane gospodarczo sądząc po pobliskich zabudowaniach przemysłowych. Może pozyskują tam wodę do podgrzewania dróg? Podobno tak sobie radzą na wyspie ze śniegiem i lodem. 
W sąsiedztwie widzieliśmy też latarnię morską.










Ostatnim miejscem turystycznym odwiedzonym przez nas na Islandii był międzykontynentalny most  Brú Milli Heimsálfa (Bridge Between Continents), czyli kolejne miejsce styku dwóch płyt tektonicznych - północnoamerykańskiej i euroazjatyckiej.








I na tym skończyło się nasze zwiedzanie tej niezwykłej wyspy.
A ostatni przejechany przez nas odcinek Hania zilustrowała tu


Ale jeszcze kilka wzmianek w relacji będzie.
Otóż nie wspomniałam wcześniej, że jednego z pierwszych dni udało mi się pierwszy raz w życiu zasiąść za kierownicą  samochodu z napędem 4x4! Zastanawiałam się wcześniej, czy jest to w jakiś sposób odczuwalne podczas jazdy i przekonałam się, że zupełnie nie. Cieszę się jednak, że mogę sobie to doświadczenie wpisać w swoje "kierowcowe" CV ;) :)





Zdjęcia z ostatniego etapu

I pozostało kilka spraw organizacyjnych do podpowiedzenia. 
Co jedliśmy?
Większość jedzenia wzięliśmy z Polski.
Na śniadanie miałam tzw. paszę, czyli różne płatki z suszonymi owocami, takimi jak lubię. Na każdy dzień wyliczona solidna porcja, którą zalewałam wrzątkiem, do tego herbata, kawa. 
Potem, podczas "pracowitego" dnia zazwyczaj jadałam jakąś kanapkę z serem,  pasztecikiem, konserwą albo kupioną na miejscu sałatką, o której jeszcze napiszę.
Wieczorem zaś posiłek liofilizowany, który przywiozłam sobie na każdy dzień.
Poza tym miałam kilka batoników, czekoladę.
Wszystko to przewiozłam w bagażu rejestrowym, który miałyśmy z Danielą na nas dwie.
Na miejscu kupiłam żywność kilka razy.
Było to pieczywo, najczęściej jakaś bułka. Chleba nie kupowałam, ale najtańszy jaki widziałam kosztował 250 ISK. (8-9 zł)
Kupiłam natomiast owoce i chleb chrupki, który mi naprawdę bardzo smakował (lepszy niż ten w Polsce), a jego cena to 160-200 ISK (5,5-7 zł) w zależności od sklepu.
Jabłka były po 250 (8-9 zł), brzoskwinie po 350 (12-13 zł). 
Ceny trzeba podzielić mniej więcej na 30, żeby uzyskać cenę w PLN.
Za radą naszych znajomych, Ani i Michała, spróbowaliśmy też dostępnych w wielu sklepach sałatek, które były stosunkowo tanie i okazały się pyszne. Szczególnie posmakowała mi ziemniaczana (pierwsze zdjęcie), mniamm. Doskonale wzbogacały nasze kanapkowe menu.
Rada okazała się więc bardzo pożyteczna toteż dzielę się nią z Wami. Niestety nie pamiętam jej ceny (jak mogłam nie zapisać??!), ale zapewniam Was, że nie rujnuje. 





Ta podróż była dla mnie nietypowa  pod jednym względem - ani razu nie były mi potrzebne pieniądze! Zawsze i wszędzie można było zapłacić kartą, nawet za prysznic.

Najwyższy koszt tej podróży to wynajęcie samochodu. Zakres cenowy za czas naszego pobytu zaczynał się od 7 tys. zł za małe auto. Znacznie tańsze byłoby auto bez napędu 4x4, jednak nam zależało na wjechaniu w interior, a to nie jest możliwe zwykłym samochodem.
Koszty wypożyczenia można zmniejszyć nawet o 1/3 korzystając ze strony pośredniczącej w wynajęciu auta od osoby prywatnej.  Pociąga to za sobą jednak pewne ryzyko - jeśli się ono zepsuje, zostajemy bez samochodu. Prawdopodobieństwo, że właściciel będzie miał następne do postawienia nam zamiennika jest niewielkie. 

Ale, ale... Po napisaniu tego tekstu pomyślałam sobie, że sprawdzę ceny wynajmu obecnie. I szok! Ceny ewidentnie spadły. Za dokładnie taki sam czas widzę oferty nawet na duży samochód 4x4 za niecałe 4000 zł. To bardzo obniża koszty. Chyba wzrastająca konkurencja zrobiła swoje.

Drogie jest też paliwo. Podczas naszego pobytu takie były ceny. My na paliwo wydaliśmy po 410 zł na osobę.



Przypominam, że w każdym odcinku znajdziecie mapki naszych tras dojazdowych i trekkingowych, informacje o noclegach i inne praktyczne wskazówki. Korzystając z nich można sobie zaplanować swoją podróż.

Zachęcam do pozostawienia w komentarzu swoich refleksji,  pytań czy podzielenia się własnym doświadczeniem.

Dziękuję bardzo za odwiedziny i zapraszam na kolejne relacje. 
Na opisanie czeka zeszłoroczny wyjazd na ferraty w Dolomity (w które pojechałam prosto z Islandii, nie zajeżdżając do domu) i zimowa podróż do Jordanii. Ale to dopiero po wakacjach, bo za kilka dni będę zbierać wrażenia na kolejne opowieści...

6 komentarzy:

  1. Jak zwykle fajna relacja. Graty za kolejne spełnienie marzeń! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jolu, ja mogę tylko wyrazić swój podziw kolejnymi ochami i achami, kraj naprawdę niezwykły.
    Dla Ciebie słowa uznania, za odwagę w spełnianiu marzeń, to, że masz w sobie ciekawość świata, która wiedzie Cię w krainy niezwykłe, i dzięki wielkie, że nam je pokazujesz. Może posty i zdjęcia będą natchnieniem dla innych, bo tak to zwykle się zaczyna ... ferraty w Dolomitach, czyli wisiałaś w uprzęży nad przepaścią:-) pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Mario za słowa uznania pod moim adresem. Zaczęłam pisać bloga, bo przekonały mnie dzieci, że to może pomóc innym spełniać swoje marzenia, nabrać odwagi w dążeniu do tego, czego pragniemy. Szczególnie wtedy, gdy człowiek już niemłody, gdy zostaje sam po odejściu bliskiej osoby i szuka sposobu na wypełnienie treścią życia. Czasem mam sygnały, że pomogłam i to mnie motywuje. Nawet poznałam takie osoby.

      Dolomity... tak! Wisiałam nad przepaścią ;) Byłam tam już 3 lata temu i w zeszłym roku. I jadę w tym znowu. Ten pierwszy pobyt już opisałam i zapraszam do przejrzenia ( http://jolaryd.blogspot.com/search/label/dolomity ). To naprawdę nadzwyczajnie piękne góry!
      Pozdrawiam serdecznie, Mario i dziękuję Ci za wszystkie Twoje refleksje.

      Usuń
  3. Chyba trafiłam do raju. Miły chłodek, który widać (niestety nie można go podać dalej), piękne widoki takie dokładnie jak lubię najbardziej. Cud miód. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raj mi się jakoś cieplej kojarzy... może każdy będzie miał skrojony według własnych potrzeb? hi hi ;)
      A widoki dla mnie też cud-miód.
      Pozdrawiam.

      Usuń