sobota, 13 stycznia 2018

Cz.1 Portugalska Droga Św. Jakuba czyli Camino Portugués 6-27.06.2017 Porto






Camino de Santiago... moje wieloletnie marzenie właśnie sobie spełniłam!
Jeszcze niedokładnie tak, jak chciałam, bo inną drogą, ale radość już jest, bo poznałam "smak" tej wędrówki.

O Drodze Św. Jakuba dowiedziałam się kilkanaście lat temu od mojego syna - Jakuba :)
Marzył, żeby ją przejść i zaraził tym pomysłem całą rodzinę. Po 2 latach przygotowań w sierpniu 2010 wyruszył na Camino del Norte między innymi ze swoją siostrą Agatą i jej chłopakiem.
A gdy po ich powrocie posłuchałam opowieści i obejrzałam zdjęcia wiedziałam, że ja też kiedyś wyruszę w swoją Drogę!

Na razie Camino del Norte musi jednak poczekać - trzeba mi na nie więcej czasu niż aktualnie posiadam, bo do przejścia jest ok. 900 km. Przejdę je jak już będę na emeryturze. Tu jest opis i film z Camino moich dzieci

Na teraz wybrałam inną drogę - też wybrzeżem Oceanu Atlantyckiego, ale w Portugalii. Czyli Camino Portugués w wersji Litoral z początkiem w Porto. To "tylko" ok. 300 km.




Początkowo umawiałam się na Drogę z koleżanką, jednak wkrótce ona  zrezygnowała pełna obaw o to, czy podoła. A ja zaczęłam się zastanawiać komu by zaproponować wspólne przejście? Wtedy przypomniałam sobie, że dzieci mówiły o samotnych pielgrzymach stanowiących większość na trasie. I gwałtownie poczułam, że tak właśnie powinnam zrobić! Tak! Nigdy sama nie wyjeżdżam, obawiając się poczucia osamotnienia, będę więc miała doskonałą okazję do sprawdzenia, jak to jest w pojedynkę? Tego czy sobie poradzę byłam raczej pewna, ale jak się będę czuła? Czy dokuczy mi samotność? Jestem przecież zwierzę bardzo towarzyskie. A może wręcz przeciwnie - już nie będę chciała z nikim jeździć? ha ha ;)

Niby decyzję już podjęłam i zaczęłam śledzić ofertę wyszukiwarki tanich lotów, ale wciąż się wahałam, kiedy pojechać i na jak długo. W końcu kupiłam bilety za 536 zł - o stówę więcej niż gdybym się szybciej zdecydowała. Plan podróży to 6 czerwca wylot z Modlina do Porto (259 zł), powrót 27 czerwca z Santiago de Compostela do Katowic z przesiadką w Londynie (133+144 zł).
Trzy tygodnie, które miałam, chciałam wykorzystać nie tylko na przejście Camino Portugués, ale też na zwiedzanie Porto i przedłużony pobyt na portugalskiej prowincji. Nie wiem dlaczego (może przez internetowe informacje?) ten kraj od dawna wzbudzał u mnie bardzo pozytywne skojarzenia, a teraz mogę powiedzieć - baaardzo polubiłam Portugalię i chciałabym poświęcić jej kiedyś oddzielną podróż!

Nadszedł czas wyjazdu. Autobusem pojechałam do Warszawy, skąd miałam zamiar dostać się do Modlina. Niedługo po tym, jak opuściliśmy Stalową Wolę zameldowałam na fejsie, że wyruszyłam ilustrując to taką fotką:





Wkrótce po tym napisał do mnie kolega z propozycją, że podwiezie mnie na lotnisko! Jak miło! Jacy ludzie są uczynni! Dzięki Marek :)

Lądowanie w Porto miałam około północy (w Polsce ok. 1.00) i wiedząc, że takie praktyki tam są stosowane, postanowiłam przespać się do rana na lotnisku. Choć dużo ławek w różnych częściach lotniska było wolnych to nie miałam jakoś śmiałości skorzystać z nich, bo były w bardzo odludnych miejscach. Ciągnęło mnie do ludzi i ostatecznie ułożyłam swój materacyk na podłodze w otoczeniu innych śpiących. Ponieważ sypiam doskonale w każdych warunkach noc minęła bardzo szybko.




Rankiem poszukałam stacji metra i chciałam kupić bilet (1,95 €). Były tylko automaty, a oprócz biletu trzeba było mieć kartę na metro (0,60 €). Okazało się, że brakuje mi kilku eurocentów drobnych i muszę poszukać gdzieś miejsca, żeby rozmienić pieniądze. Pomagająca mi w tym zakupie pracownica ochrony wyciągnęła swoją kartę i mi ją podarowała! Jak miło! Znowu dobry człowiek na mojej drodze!

Metrem dojechałam do stacji Campo 24 de Agosto, w pobliżu której był hostel O2 gdzie miałam zarezerwowane 2 noclegi (26,40 euro za 2 noce w dormitorium). Po formalnościach i posiłku, przed wyjściem na miasto zapytałam chłopaka w recepcji, czy wie, gdzie mogę kupić kartusz (malutka butla z gazem). A on wyszedł do kantorka i przyniósł napoczętą, ale prawie pełną butlę i podarował mi ją. Co się dzieje?! Znowu taki miły człowiek? Czy ja wzbudzam litość? Czy to może już Św. Jakub błogosławi mi na drogę?
W każdym razie byłam mocno poruszona ludzką życzliwością i dobrocią. I bardzo wdzięczna.

Wreszcie przyszedł czas na zwiedzanie. Z mapką z hostelu wyruszyłam w kierunku centrum. Pogoda była piękna i Porto w pełnym słońcu przedstawiło mi się od najlepszej strony. Popatrzcie sami.




























Z hostelu do tych pięknych miejsc miałam zaledwie 10-15 minut piechotką i oczywiście pieszo szwendałam się po mieście. Ale dla bardziej leniwych  są opcje dostania się na okoliczne wzgórza różnymi kolejkami. Szczególnie ta druga ma ciekawe rozwiązanie konstrukcyjne - jedzie po stoku o bardzo różnym nachyleniu i ma specjalny przegub, który utrzymuje kabinę w poziomie.







Potem odwiedziłam katedrę w Porto, w której za 2 € kupiłam sobie paszport pielgrzyma i dostałam pierwszą pieczątkę na Camino! Odszukałam też oznaczenia Drogi biegnącej w pobliżu, ostatecznie jednak nie tu za 2 dni rozpoczęłam swoją wędrówkę.










Powłóczyłam się jeszcze trochę po mieście i okrężną drogą rozpoczęłam powrót do hostelu, bo po krótkiej nocy na lotnisku ciągnęło mnie do łóżka. A miałam przecież jeszcze cały następny dzień na zwiedzanie.












Dowiedziałam się, że codziennie są organizowane przez magistrat lub różne organizacje darmowe piesze wycieczki po mieście z przewodnikiem. Nazajutrz stawiłam się więc na jednym z miejsc zbiórek (z Porto Walkers) i poszłam z wielonarodową grupą na trasę po różnych zaułkach. Szczerze mówiąc jedyne co mnie rzeczywiście zachwyciło podczas tej wycieczki to park z niezwykłymi drzewami - w ogromne wielowiekowe pnie wszczepiono młode pędy, które już wyrosły na całkiem duże drzewa i wyglądały fantastycznie!

Odwiedziliśmy też plac, na którym była prezentacja sprzętu wojskowego i wzgórze, z którego widać było piękną panoramę miasta. Niestety, pogoda tego dnia była dużo gorsza, było chłodno, a brak słońca pozbawił zdjęcia blasku i soczystych barw.
















Po wycieczce miałam w planie zostać na mieście aż do zmroku, żeby zobaczyć to pięknie położone miasto w ciepłym świetle latarni, ale było tak zimno (a ja za słabo ubrana), że zziębnięta  postanowiłam odłożyć tę atrakcję na inną okazję. Mam bowiem nadzieję, że odwiedzę jeszcze kiedyś ten kraj i to miasto. Tym razem nie mogłam, niestety, zostać dłużej pomimo tego, że miałam czas - ceny najtańszego noclegu w mieście w ten weekend były czterokrotnie i więcej razy wyższe niż normalnie ze względu na jakiś festiwal odbywający się w Porto w tym czasie (nawet nie zainteresowałam się, co za jeden, bo nie przepadam za takimi imprezami). 

Wieczór w hostelu zawiódł mnie trochę - miałam nadzieję na ożywione życie towarzyskie, znane mi z innych hosteli, a tam w milczeniu "każdy sobie rzepkę skrobał" i zajmował swoimi sprawami (a właściwie - swoimi komputerami...).



A następnego dnia rozpoczęłam swoją wędrówkę, co mam nadzieję opisać wkrótce, o ile tylko ten strasznie deficytowy towar - czas - na to pozwoli :)
Zapraszam :)

Wszystkie zdjęcia