środa, 5 grudnia 2018

Green Velo 2, Lipiec 2018 - Zwierzyniec i okolice



Noc minęła spokojnie, odpoczęłyśmy należycie, a co najważniejsze - rowery stały na swoim miejscu. Spięłyśmy je wszystkie razem dwoma zabezpieczeniami - grubą linką i bardzo solidnym łańcuchem. Tak robiłyśmy zawsze na noc i wtedy, gdy oddalałyśmy się od rowerów za dnia.
Po śniadaniu ruszyłyśmy w trasę mając na początek w planie zwiedzanie Zwierzyńca, w którym jeszcze nigdy nie była Asia. Nie leżał on co prawda na naszym szlaku, bowiem nasza opisana w poprzednim odcinku pętla skręcała przed samym Zwierzyńcem, w rejonie Stawów Echo, na południe, ale grzechem byłoby przejechać po obrzeżach tego ślicznego zakątka i nie wstąpić!








Po spokojnym śniadanku startujemy z naszego zagajnika,  okrążamy cmentarz i przed torami skręcamy w prawo. Wkrótce przed sobą mamy wyraźny podjazd, chyba pierwszy na naszej trasie. Wynosi on nas na wzgórze (jak wynika z mapy - o nazwie Hołda 323 m n.p.m.) i oferuje piękne, rozległe widoki!





Był podjazd więc jest i zjazd. I to jaki! Dobrze, że nie jechałyśmy z przeciwną stronę. Podjazd biegł łagodnie, pokonałyśmy go bez trudu, za to zjazd był "z górki na pazurki". Rozwinęłam na nim (przez chwilę) maksymalną na całej naszej wyprawie prędkość 46 km/h. Cały zjazd mogłam pokonać nawet szybciej, ale zwyciężył rozsądek i niechęć do brawury. Co prawda asfalt był w tym miejscu bez zarzutu, ale przy takiej prędkości nawet mały kamyk, który wpadnie pod koło może stanowić prawdziwe zagrożenie.
Z takim właśnie impetem wpadłyśmy do wsi Szozdy, w której stoi taka chałupka-starowinka.


W następnej wsi Sochy zatrzymałyśmy się przy cmentarzu ofiar pacyfikacji wsi, a potem już bez przerw dojechałyśmy na punkt widokowy przy Stawach Echo, gdzie wdzięczyła się przed nami czapla, a wyjeżdżając stamtąd spotkaliśmy żywą reklamę szlaku Green Velo - młodego człowieka, który przemierzał trasę z północy na południe  na znacznie dłuższym niż my odcinku.












W Zwierzyńcu, przy kościołku na wodzie spotkaliśmy jakichś młodocianych ułanów na koniach, zrobiłyśmy objazd różnych atrakcji i zatrzymałyśmy się w browarnianym ogródku na degustację miejscowego jadła i napitków. 








Pokrzepione na duchu i ciele ruszyłyśmy na poobiednią sjestę nad Stawy Echo - pogoda była piękna więc nie wolno jej zmarnować!





W końcu czas było ruszyć w drogę bardziej "poważnie" - od rana przejechałyśmy zaledwie kilkanaście kilometrów. Skręciłyśmy w lewo w kierunku rozwidlenia szlaków i pojechałyśmy na południe kontynuować naszą pętlę.
Po drodze zatrzymałyśmy się we Floriance, osadzie, w której hodowane są koniki polskie zamieszkujące okoliczne lasy.


Dalej trasa wiedzie przez ładny las doprowadzając nas do Roztoczańskiego Parku Narodowego, którego obrzeżami dojedziemy do Górecka Starego. Tam chcemy na chwilę porzucić szlak Green Velo, żeby odwiedzić atrakcje znajdujące się w Górecku Kościelnym, czyli kościółek modrzewiowy o nazwie "Kapliczka na wodzie" i Aleję Dębową. Miałyśmy zamiar pojechać dalej szlakiem pieszym i wrócić na Green Velo, ale szlak okazał się ścieżką leśną pokrytą głębokim piachem więc zdecydowałyśmy się wrócić na pierwotny szlak tam, gdzie z niego zjechałyśmy.











Po powrocie na właściwy szlak miałyśmy jeszcze przerwę w Józefowie, w Miejscu Obsługi Rowerzystów (MOR), których wiele znajduje się na całej trasie. Potem w zachodzącym słońcu pięknym, odkrytym terenem pojechałyśmy prosto do Suśca, do którego bardzo chciałyśmy tego dnia dojechać, żeby zacząć następny dzień od trekkingu wzdłuż Szumów na Tanwi. 








Dojeżdżając do Suśca zauważyłam bardzo wiele gospodarstw agroturystycznych. Przyszło mi do głowy zapytać w którymś o możliwość rozbicia namiotu. Dziewczyny pomysł zaakceptowały więc poszłam ze swym pytaniem do pobliskiego domu z szyldem "U Bronka"  i od razu było "trafiony-zatopiony"! ;)
Bardzo mili gospodarze nie tylko wyrazili zgodę, udostępnili łazienkę, zachęcili nas do korzystania z podwórkowej altanki, ale do tego nie chcieli żadnej zapłaty! A przecież to ich biznes był. Uznali jednak, że  pokoje i wygody to co innego, ale namiotu w cenniku nie przewidują!




 

Tego dnia przejechałyśmy 57 km, z czego część poza szlakiem Green Velo.

Na koniec jak zawsze zdjęcia i zaproszenie na następny odcinek :)