wtorek, 4 grudnia 2018

Green Velo 1, Lipiec 2018 - falstart i pierwsza próba.



Kiedy kilka lat temu zmieniałam rower, przed zakupem upewniałam się, czy będzie on dobry na wielodniowe, długodystansowe wyprawy rowerowe, które od dawna mi się marzyły. Młodzi sprzedawcy, zaprzyjaźnieni z moimi dziećmi, zapewniali mnie, że tak!
Ale wyprawa rowerowa z roku na rok musiała czekać, wypierana przez inne plany, aż do lipca 2018.
Wtedy właśnie udało się mi i moim dwóm koleżankom wygospodarować tydzień, który postanowiłyśmy przeznaczyć na przejazd niedawno oddanym szlakiem rowerowym Green Velo. Szlak ten prowadzi z Końskich do Elbląga (czy też na odwrót) i przebiega wzdłuż wschodniej granicy Polski. Jest jednym z elementów promocji tych regionów. 




W południowej części, w okolicy Stalowej Woli, rozgałęzia się na dwie odnogi - krótsza biegnie stąd prosto na Roztocze, dłuższa do Roztocza dociera okrężną drogą przez Łańcut i Przemyśl. Tworzą one w ten sposób pętlę.



Nasze plany klarowały się długo, a ostatecznie zdecydowałyśmy się wyruszyć ze Stalowej Woli na Roztocze przez Biłgoraj, potem skręcić na południe do Przemyśla, a jak się uda - wrócić do Stalowej przez Łańcut, czyli przejechać tę pętlę (albo jej część).

Gdy przyszedł czas wyjazdu wszystko było na wariackich papierach! Byłam kilka dni po dość niespodziewanej, w pośpiechu przeprowadzonej przeprowadzce. Dobytek miałam nierozpakowany, stał w dziesiątkach kartonów w mieszkaniu i w piwnicy, ale przecież nie mogłam tracić cennego czasu wakacji. 
18 lipca późnym wieczorem Asia i Wiola przyjechały do mnie pociągiem, żebyśmy mogły od rana ruszyć w trasę.
Jak pisałam, trasa miała przebiegać jedyną zamkniętą pętlą szlaku Green Velo. Miałyśmy nadzieję pokonać ją całą i wrócić po tych 6 dniach rowerami do domu, ale być może nie przejedziemy nawet połowy.
Tak naprawdę nie miałyśmy pojęcia czego się możemy po sobie spodziewać w takim "rowerowaniu" na ciężko. Przynajmniej Asia i ja, tego nie wiedziałyśmy jako debiutantki w tego rodzaju turystyce. Nie miałyśmy pojęcia, na jakie dystanse dziennie starczy nam sił, ile będziemy musiały odpoczywać i czy trudy trasy nie spowodują spadku naszego zapału?...
Tylko Wiola miała w tym doświadczenie i to ogromne, bowiem pół roku wcześniej wróciła właśnie z prawie półtorarocznej podróży rowerem po Azji płd.-wsch. (zapraszam na jej stronę).

Rano wstałyśmy, spojrzałyśmy przez okno i nasze morale runęło z hukiem! Jechać w takim deszczu, a może i namiot wieczorem rozbijać, to żadna przyjemność! Sprawdziłyśmy prognozę i postanowiłyśmy poczekać do następnego dnia - ma być lepiej.
Tymczasem po spokojnym śniadaniu i nieśpiesznym espresso stwierdziłyśmy, że deszcz jest słabszy i nie chcąc tracić dnia ruszyłyśmy autem na wycieczkę po okolicy. 

Odwiedziłyśmy...
... Tarnobrzeg - pałac Tarnowskich w Dzikowie.


... Sandomierz


... i przeszłyśmy kawałek szlaku Gór Pieprzowych - niewielki, bo było bardzo ślisko po deszczu, a ścieżki tam są bardzo strome i łatwo się pośliznąć - co widać na filmiku w albumie (link). 




Jak widać na zdjęciach, po południu przestało padać i nadzieja wstąpiła w nasze serca.
I rzeczywiście opóźnienie startu o ten jeden dzień było bardzo dobrym posunięciem, bo poranek wstał śliczny, a wraz z nim nasz zapał!
Zebrałyśmy się sprawnie i nie tracąc już czasu wyruszyłyśmy z radością!



Trasa Green Velo przebiega jakieś 3-4 km od mojego domu więc szybko się w nią włączyłyśmy i pojechałyśmy w stronę Ulanowa wiedząc, że tam nie mamy dziś dojechać, bowiem kilka kilometrów wcześniej trasa się rozwidla i my chcemy skręcić w lewo, w stronę Biłgoraja. Przez Ulanów (jak się uda!) będziemy wracać za kilka dni, bo tu właśnie kończy się wspomniana wyżej pętla Green Velo. 
Słyszałyśmy, że trasa jest doskonale oznaczona, widziałam to sama jeżdżąc wielokrotnie po okolicy, jechałyśmy więc pełne zaufania do znaków. Jakież było nasze zdziwienie, gdy jednak znalazłyśmy się w pobliżu Ulanowa, czyli w Wólce Tanewskiej. Rzeczywiście na niedawanym skrzyżowaniu miałyśmy wątpliwości, gdzie jechać, ale ponieważ jedyny znaczek, jaki dostrzegłyśmy, był na drodze w prawo - tak tez pojechałyśmy. I to był błąd - "nasza" trasa wiodła bowiem w lewo. Tak więc nadłożyłyśmy ok 4 km wracając na prawidłowy szlak.



Z perspektywy czasu i doświadczenia na Green Velo jesteśmy pewne, że brak oznaczeń w tym miejscu  musiał być wynikiem działań wandali! Na całej naszej trasie bowiem oznaczenia były i to tak dokładne, precyzyjne, nie budzące wątpliwości, że ten wyjątek nie mógł być zaniedbaniem lub błędem, a tylko "żartem miejscowych". Tak więc bądźcie czujni w tym miejscu, nie pobłądźcie! :)



Tego dnia jechałyśmy dynamicznie, niewiele się zatrzymując, bo i niewiele atrakcji było po trasie.
Pierwsza przerwa to nasz ulubiony rytuał - świeże espresso w ładnym miejscu!



A potem, z nowym zapałem, pedałowanie przez pola, łąki, lasy aż do Biłgoraja!







W Biłgoraju podjechałyśmy do skansenu „Zagroda Sitarska”  obrazującego dawne tradycje sitarskie w mieście i wygląd typowej biłgorajskiej zabudowy z XVI-XIX w.



Nie miałyśmy żadnych konkretnych ustaleń dotyczących noclegów, dystansów itp. Wszystko miało przebiegać zgodnie z aktualnymi potrzebami na trasie.

Ustaliłyśmy po drodze, że miejsce na nocleg będziemy się codziennie starały znaleźć tak od 19.00, żebyśmy jeszcze za dnia zdążyły rozbić namiot, zjeść kolację i napić się piwa :)
Tego dnia o tej porze byłyśmy w Tereszpolu i wypatrzyłyśmy wspaniałą miejscówkę! Byłyśmy rozbite w malutkim uroczym zagajniku na skraju wsi, ale zupełnie z niej niewidoczne. A pobliski sklep pozwolił na zaopatrzenie się po kolacji w dobrze schłodzone piwo, na które zapracowałyśmy, nie wiadomo kiedy przejeżdżając tego dnia 85 km! Byłam zaskoczona, że sakwy bagażowe wcale mi znacząco nie ciążyły i jechało się naprawdę przyjemnie i lekko! Zapewne taki wynik był możliwy dzięki temu, że trasa na tym odcinku wiodła bocznymi, ale asfaltowanymi drogami.
Uprzedzone przez znajomych, którzy jechali tędy rok wcześniej, spodziewałyśmy się kilkukilometrowego odcinka trudnej, piaszczystej leśnej drogi. Jakże miło nam było, że akurat dla nas, dwa miesiące wcześniej, pokryto ją świeżym asfaltem!

Było pięknie!!!








Wszystkie zdjęcia z tego etapu są tu