poniedziałek, 14 grudnia 2015

Lofoty

O tym, że na świecie istnieją Lofoty dowiedziałam się stosunkowo niedawno – 6-7 lat temu. Musiałam sprawdzić w necie, co to takiego?
Okazało się, że to archipelag na Morzu Norweskim, 300 km na północ od koła podbiegunowego. Strome, wysokie zbocza gór wyrastają prosto z morza.
Zdjęcia mnie urzekły! Postanowiłam, że jeśli kiedyś uda mi się pojechać do Norwegii, na Lofoty będę chciała dotrzeć koniecznie. Utwierdziło mnie w tym jeszcze jedno zdarzenie...






Pięć lat temu podróżowaliśmy z mężem po południu Europy. W Czarnogórze wzięliśmy parę autostopowiczów. Okazało się, że to czescy podróżnicy zwiedzający na stopa cały świat. Ponoć byli w ponad 80 krajach na wszystkich kontynentach. Jechaliśmy razem dość długo i rozmawialiśmy o podróżach i odwiedzonych miejscach.
Zapytałam ich, czy znając tak wiele atrakcyjnych miejsc potrafią powiedzieć, gdzie było najpiękniej? Co zrobiło na nich największe wrażenie?
Dziewczyna powiedziała, że nie potrafi wybrać takiego miejsca – wiele było „najpiękniejszych”. Chłopak natomiast niewiele się zastanawiając powiedział, jak się domyślacie... Lofoty!!!
Po takich rekomendacjach nawet mój niechętny północy (a więc deszczom i chłodom) mąż zaczął się jakby z lekka łamać

I ten sen o Lofotach właśnie się spełniał! :jupi:

Dla ścisłości - poprzedni odcinek to też już były Lofoty. 

Z plaży w Uttakleiv wyruszyłyśmy drogą E10 z zamiarem dotarcia na sam jej koniuszek do miejscowości Å.
Tego dnia po pięknym poranku koło południa chmury zaczęły walczyć ze słońcem tworząc na zboczach gór piękne refleksy.









Dojechałyśmy dość szybko do Moskenes, gdzie na kempingu zostawiłyśmy przyczepę i szybciutko wróciłyśmy do mijanego chwilę wcześniej Reine, o którym słyszałam, że jest mekką artystów, przede wszystkim malarzy. Czyż można się temu dziwić? Szczególnie, że chmury dały za wygraną i wszystko lśniło w słońcu!











Postanawiamy wreszcie zaszaleć i w tym barze zjeść zupę rybną, co planujemy od dawna.





Porcja była naprawdę konkretna, zupę podano ze specjalnym rodzajem chleba, coś a'la podpłomyk.
Smakowała wyśmienicie!
Gorzej było z ceną – ponad 45 zł na nasze :/

Z Reine pojechałyśmy do miejscowości znanej ze swojej najkrótszej nazwy, czyli do Å.
Tam wreszcie po raz pierwszy zobaczyłyśmy stokfisze, czyli suszone dorsze. Najpierw były tylko łby pozostałe po dorszach – myślę, że pozostawiono je dla turystów, jako atrakcję.





Później, w centrum maleńkiego Å widzimy całe ryby – jestem pewna, że także wyłącznie w ramach atrakcji turystycznych.



Maleńkie drewniane domki – rorbu – kiedyś domy rybaków, dziś do wynajęcia przez turystów na nocleg.



Tego dnia kończymy zwiedzanie, sprawdzamy prognozy pogody i postanawiamy następnego dnia pojechać na Nordkapp. Tę wycieczkę opiszę w następnym odcinku, ale zdarzenia i zdjęcia Lofotów także te po powrocie umieszczę jeszcze tu.

To zdjęcia Reine zrobione następnego poranka – miasteczko ślicznie się prezentuje, ale jednak blasku ma mniej, prawda?





W drodze powrotnej odwiedzamy Svolvær – to kościół Vågan z 1898 r. znany jako katedra Lofocka.



I na obrzeżach miasta zatrzymujemy się na drugą – i ostatnią – zupę rybną w Norwegii. Tu zupa była prawie dwa razy droższa, ale jej smak to była po prostu poezja! Można porównać te zupy tak, że ta pierwsza smakowała jak danie z niezłego baru, ta druga jak z wykwintnej restauracji.
Zawierała oprócz ryb także m.in. ośmiornice, małże i krewetki. Delicje!







I jeszcze trochę zdjęć ze ślicznym światłem, które wciąż nam towarzyszyło na Lofotach.











Będzie jeszcze jeden odcinek poświęcony jednej z wysp archipelagu Lofotów, ale to wkrótce. Dziś zapraszam na resztę zdjęć tu: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/Norwegia2015Lofoty

Odczuwam jednak duży niedosyt związany z Lofotami... Może jeszcze kiedyś tam wrócę, żeby poszwendać się spokojnie po różnych zakamarkach i po tych górach, żeby napatrzeć się tak do syta na ten niezwykły, zachwycający krajobraz...