niedziela, 6 grudnia 2015

Urocze Nyksund

 

Zgodnie z sugestią miłego Norwega (o czym w poprzednim odcinku) wybieramy się do Nyksund. To maleńka osada na północnym koniuszku wyspy Langøya leżącej na północ od Lofotów. Trzecia pod względem powierzchni wyspa Norwegii. Mamy do przejechania ok. 85 km.
Jak się okazuje – 85 kilometrów zachwytów! Widoków zapierających dech w piersiach! Wzmocnionych intensywnymi barwami w świetle słońca! :D















W końcu mijamy Myre – spore miasto, jak na tę okolicę, za którym wkrótce kończy się asfalt. Czyli dobrze jedziemy – Norweg mówił, że do samego Nyksund dojeżdża się drogą szutrową.





I już widzimy Nyksund.





Zanim pójdziemy dalej rozsiadamy się na skałach, aby wygrzewając się w słońcu napawać się widokiem otoczenia.



W końcu idziemy dalej i natrafiamy na zachęcający szyld.



Wchodzimy...
Ale nim dotarłyśmy do restauracji schody zawiodły nas do sklepiku. Asortyment nie był w nim specjalnie atrakcyjny...



… ale obsługa – owszem! :D





Restauracja jest położona jeszcze jedno piętro niżej. Trzeba się pofatygować dalej, żeby zapłacić. Bliżej jest wyjście i ulica.
I znów nachodzi człowieka refleksja, jak to pięknie byłoby żyć wśród ludzi, którym honor, a nie przymus, nakazuje być uczciwym...
Szkoda, że w ramach światowej unifikacji to Skandynawia musi rezygnować ze swoich standardów, a nie cały świat przyjmuje ich zwyczaje...

Jest i restauracja. I wspaniała miejscówka z widokiem... tylko to menu :/ - zbyt norweskie te ceny dla nas :/





Włóczymy się jeszcze jakiś czas po zaułkach.





I powoli wracamy.
Ot i całe Nyksund.



Gdy jesteśmy w pobliżu przydrożnego parkingu dostrzegamy znak.



Miejscowość Sto leży po drugiej stronie tego cypla, na którym jesteśmy i jest naszym następnym celem. Ale musimy wrócić do Myre, żeby tam dojechać. A ten znak wskazuje, że można tam się dostać przez góry.
Jest tak pięknie, że proponuję sprawdzić, jak ten szlak wygląda.
Daniela ochoczo przystaje, Bożenka mówi, że z największą rozkoszą rozsiądzie się w tym pięknym, skąpanym słońcem miejscu, i poczyta książkę, bo iść jej się nie chce.

Bożena więc zostaje.



A my idziemy szlakiem we dwie.

Im wyżej tym widoki rozleglejsze. Pojawiają się jeziora.







Dani znów coś wypatrzyła.



Tym razem malinę moroszkę.



Jest nam tak cudownie!!!



W końcu dochodzimy do przełęczy skąd widać całą piękną drogę prowadzącą do Sto. Jaka szkoda, że Bożena nie ma prawa jazdy i nie może tam pojechać naszym autkiem... Tak chętnie poszłybyśmy tym szlakiem!



Widzimy też obiekty wojskowe górujące nad Sto. Wkrótce zobaczymy je od drugiej strony.



I postanawiamy wracać, bo w naszych głowach zrodził się następny plan! :D :jupi:
Po drodze tak nam pięknie i wytrwale pozuje śliczny ptaszek, że nie sposób przejść obojętnie. Niestety, nie wiem, co on za jeden...



Owieczki też grzecznie, rządkiem po szlaku, schodzą z gór. Wszak już niedługo północ!



Zabieramy Bożenę i jedziemy do Sto. Świat w promieniach zachodzącego słońca jest nadzwyczajnie piękny!!!









Dojechałyśmy do Sto i widzimy te „purchawki” od drugiej strony.



Jaki mamy ten plan o północy?!

Otóż pogoda jest tak piękna, my jesteśmy za kołem podbiegunowym - czas zaobserwować białe noce! Co prawda już kończy się lipiec więc w tym miejscu słońce na pewno chowa się za horyzont, ale na ile? Nie mamy pojęcia i jesteśmy zdeterminowane sprawdzić to właśnie dziś, właśnie tu! :D

Szukamy odpowiedniego miejsca, żeby nic nam nie zakłócało obserwacji zachodu i wschodu słońca "w jednym"
:D.

To miejsce się nie nadaje, bo wyspy nam zasłaniają horyzont.





W końcu znajdujemy odpowiednie wzgórze :D



Słońce zaczyna chować się za widnokręgiem.





I w końcu niknie na lewo od tej wysepki o godzinie 0.20.



Wykorzystujemy ten czas na robienie (z ręki!) zdjęć okolicy, na przyrządzenie bogatego menu i jego konsumpcję :)







Nakręcamy też filmik: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/Norwegia2015Nyksund#6225226647652101410

Na niebie cały czas widać wyraźną poświatę w miejscu, w którego pobliżu znajduje się płytko za horyzontem słońce. W końcu widzimy, że jest już ono po prawej stronie wysepki. Poświata jest coraz jaśniejsza i o godzinie 1.45 słońce wraca na niebo :D





Łapiemy je w dłonie i chcemy zatrzymać!



Świat dookoła ma niesamowitą barwę!



Ale nie możemy nacieszyć się chwilą do syta, bo... zaczyna lać!!!
Czy ta woda tam w górze się kiedyś skończy??!
Ewakuujemy się do samochodu i wkrótce odjeżdżamy.



Mamy znów do pokonania ponad 80 km, ale świat jest już w sino ponurych barwach :(
Docieramy do przyczepy po 3.40.



Brak mi słów, aby opisać wrażenia z tego dnia. Był idealny! Były piękne widoki, miłe towarzystwo, spokojna włóczęga, niespodziewane zwroty akcji, radość i fantazja. I wszystko skąpane w ciepłym słońcu :)

Następny odcinek będę mogła podsumować podobnie. Już wkrótce :)

Inne piękne widoki i wędrówkę słońca po niebie znajdziecie tu: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/Norwegia2015Nyksund