wtorek, 15 grudnia 2015

Nordkapp i renifery

Pierwotny plan był taki, że z Lofotów jedziemy na Nordkapp, skąd rozpoczniemy powrót albo przez Finlandię albo przez Szwecję.
Ale sprawy nie toczyły się zgodnie z planem i trzeba było je zmodyfikować...
Chociaż nie piszę o tym w każdym odcinku, po pierwszej radości, że wystarczy nie wrzucać „szóstki”, a z przyczepą „piątki”, a sprzęgło będzie pracowało normalnie, przyszła pewność, że normalnie nie będzie :(
Przy każdym podjeździe, każdym rozpędzaniu zestawu czułam, że mój samochód nie jest tak silny, jak wcześniej. Wiedziałam, że nie powinnyśmy się już oddalać od domu.
Przedstawiłam więc dziewczynom pod rozwagę dwa scenariusze. Albo rezygnujemy z pozostałych planów i zaczynamy drogę powrotną albo jedziemy na Nordkapp, ale bez przyczepy. Zostawimy ją na kempingu w Moskenes i pojedziemy „na lekko” z namiotami.
Po naradzie wybrałyśmy tę drugą opcję. Najwyżej będziemy się później martwić
Sprawdziłyśmy prognozę pogody – przez najbliższe 3 dni nad północną Norwegią świecić będzie słońce! Potem drastycznie zmieni się pogoda – będą chmury, deszcze i ziąb.
Natychmiast idę więc załatwić możliwość zostawienia przyczepy i udaje się to za bardzo przyzwoitą cenę 15 zł na dzień!

Z rana pakujemy się i ruszamy na najdalszy skrawek Norwegii i zarazem Europy.

 





Początkowo pogoda nieszczególna (np. zdjęcia Reine w deszczu z poprzedniego odcinka)...



… ale z czasem się poprawia.







Pod wieczór obserwujemy „płonące niebo” - kolory są tak intensywne, tak niezwykłe, że zatrzymują się niemal wszystkie samochody i aparaty idą w ruch





Boimy się trochę, że może to zła wróżba pogodowa, ale poranek wstaje cudny! Jedziemy dalej tak piękną okolicą, że widoki zapierają nam dech w piersiach!









Już tylko 370 km na Nordkapp!!! :jupi:







I wreszcie, nareszcie, w końcu!!!!!!!! Są! Jednak to nie mit! :D :jupi:
Renifery istnieją! :)







Od tej pory będziemy je spotykać niemal każdego dnia.

Ok. 200 km przed naszym celem bierzemy autostopowicza i razem przemieszczamy się przez bardzo już 'tundrowate” przestrzenie.







Gdy jesteśmy już niemal u celu (po prawej Nordkapp, po lewej Knivskjellodden) widzimy baaardzo niepokojące nas „objawy” :/
Czyżby to jakaś klątwa?! Czy my już skazane jesteśmy na brzydką pogodę?! Przecież złe miało nadejść dopiero jutro wieczorem!





Niestety – wita nas mleko!



Mimo wszystko rozpiera nas radość! Udało się! Dojechałyśmy do celu naszej podróży!!! Projekt "Norwegia po babsku" zrealizowany! :jupi: :jupi:





Koło północy chmury zaczynają opadać, widzimy nawet sąsiedni Knivskjellodden, na który wybieramy się następnego dnia. Jest on (a nie Nordkapp, jak sądzą niektórzy) najdalej wysuniętym na północ punktem Europy, wliczając wyspę, na której leżą oba przylądki, jako stały ląd, ponieważ jest połączona z nim tunelem drogowym.







Niestety ranek wstaje jeszcze bardziej szpetny niż był wieczór! Pójście na wycieczkę w tak gęstej mgle odradzają nam wszyscy, opowiadając jak zdarzało się innym ludziom pogubić słabo widoczną ścieżkę i wzywać pomocy po wielu godzinach błądzenia. :(



Zabijamy czas siedząc w budynku centrum turystycznego same lub z „naszym” autostopowiczem – Pierrem z Belgii...





Ale morale bardzo nam „podupadło”



Z trudem w tej mgle odnajduję pomnik „Children of the Earth" stworzony z rysunków dzieci z różnych zakątków świata.



Dajemy jeszcze szansę pogodzie i czekamy do rana, ale nic się nie zmienia i postanawiamy wracać :(



Po pewnym czasie zjeżdżamy niżej – pod chmury.





Całą powrotną drogę „ozdabiają” nam co rusz renifery.









Nocujemy w tym samym miejscu, co 2 dni temu i późnym wieczorem 3 sierpnia wracamy do przyczepy, śpimy kilka godzin i raniutko zbieramy się pośpiesznie na poranny rejs na wyspę Værøy.
Ale o tym będzie już w następnym odcinku.

Pozostałe zdjęcia (renifery!) - https://photos.app.goo.gl/cZDCevYj2zZXzkTK2