środa, 9 marca 2016

Gran Canaria - posmak pustyni

Rano przy śniadaniu decydujemy, że dziś czas na wydmy Maspalomas. Widziałam je w necie i bardzo mi się spodobały. Miałam nadzieję na posmak pustyni – zdjęcia wyglądały jak robione na Saharze :)


Pakujemy się do auta i autostradą szybciutko docieramy do jednego z największych centrów turystycznych na wyspie. Tam zostawiamy samochód i ruszamy w stronę plaży.



Zdejmujemy buty idziemy nią ze 2 kilometry.







W końcu dochodzimy do „pustyni” Jest tak ogromna, jak się spodziewałam!
Chodzimy po piachu zygzakami, bawimy się w piasku, zbiegamy z wydm, a aparaty są w ciągłym użyciu :)















Aż w końcu przychodzi czas na espresso Pellini, które w takich okolicznościach smakuje wybornie!



Dochodzimy do końca plaży i postanawiam posiedzieć tu chwilę i odpocząć, bo „iście” po głębokim piachu jest dość wyczerpujące, a ja nie czuję się najlepiej, osłabiona chorobą. Zostaje ze mną Karina, reszta idzie jeszcze ok. pół kilometra do latarni morskiej.



A potem rozpoczynamy powrót okrężną drogą, obrzeżem wydm, które w tym miejscu porośnięte są niezwykłą roślinnością, np. „wielkimi jeżami” i przecudnie barwnymi krzaczkami.
W połączeniu z przebijającym się czasem słońcem i chmurami o wszystkich odcieniach - od bieli do granatu – daje to przepiękny efekt :)










W oddali widać było bardzo „apetyczne” góry – już nie mogliśmy się doczekać, żeby zobaczyć je z bliska.



Jeszcze zbioróweczka i rozpoczynamy powrót przez samo serce wydm.







Nabiliśmy sporo kilometrów po tych piaszczystych wzgórzach, a nie zawsze było to łatwe. Piach czasem osypywał się i nogi grzęzły głęboko, jak to bywa w zaspach śnieżnych.



Widać, że wydmy są w ciągłym ruchu...



W końcu znów dochodzimy do plaży, a pogoda robi się piękna.





Pojawia się nawet tęcza.



Po powrocie do miasta wybieramy się jeszcze do sklepu i po drodze zauważamy :oczynoela: samochód na polskich numerach!!! Komuś opłacało się tam popłynąć z samochodem! :oczynoela:



Wieczorem Andrzej zaprasza nas na owoce morza w ramach urodzinowej kolacji. Po wahaniu pomiędzy krewetkami a ośmiornicą decydujemy się na te pierwsze, ale za to w dwóch wydaniach – część grillowanych, część w mocno czosnkowej oliwie. Szczególnie te drugie przypadły wszystkim do gustu :)





I tak smakowicie zakończył się ten dzień :)

A żeby się dowiedzieć, co za golizny Karina pokazuje Andrzejowi



zajrzyjcie tu: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/GranCanaria20022016PustynneKlimaty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz