wtorek, 22 marca 2016

Gran Canaria - ślady przeszłości w Wąwozie Guayadeque

Został nam ostatni dzień na wyspie, a tyyyle miejsc do odwiedzenia! Nie wiadomo „w co ręce włożyć?”
Ostatecznie postanawiamy zaszczycić swoją obecnością :D jedną z superatrakcji przewodnikowych – Wąwóz Guayadeque. Decydująca była informacja, że wysokie zbocza wąwozu pokryte są mnóstwem jaskiń, z których bardzo wiele służyło pierwotnym mieszkańcom wyspy za domy. Ogromny wpływ na gęste zaludnienie wąwozu miało to, że jego dnem płynęła kiedyś rzeka. To właśnie oznacza nazwa
Guayadeque w języku Guanchów.


Wjeżdżamy do wąwozu i rzeczywiście widzimy ogromne „podziurawione” ściany skalne. Niektóre „dziury” są zagospodarowane i ewidentnie zamieszkałe – ciekawe, czy na co dzień, czy tylko rekreacyjnie, w wolnym czasie? :hmmm:









Mniej więcej w połowie wąwozu jest niewielki kompleks budynków, z których jeden to restauracja.





My jednak jedziemy dalej, aż do końca wąwozu i końca drogi. Jest tam niewielkie osiedle. Wiele z tych domków wygląda na prywatne, jest też śliczny, klimatyczny sklepik głównie z lokalnym rękodziełem ceramicznym i spożywczym (ale i chińskiego asortymentu można się tu dopatrzeć). Sklepik ma zachowaną strukturę dawnego wnętrza, wyposażenie pokoi wskazuje, gdzie była kuchnia, sypialnia...

Są tu też urządzone w wielkich jaskiniach liczne restauracje.

















Okoliczne domki łączy wąski betonowy chodnik, którym okrążamy osiedle i z którego podziwiamy okolicę. Dookoła można dostrzec wiele ciekawych obiektów – niektóre widać doskonale, lśnią bielą zabudowań, inne są tak wtopione w krajobraz, że z trudem pozwalają się wypatrzeć.

















Jeszcze dwa widoczki z góry i zjeżdżamy na dół, na wcześniej upatrzone miłe miejsce. Już najwyższy czas na małe co nieco. Tym razem – po raz pierwszy! - nawet Andrzej dał się namówić na „Słodką chwilę” i łyk espresso :)









Gdy tak robimy użytek z naszego ekwipunku zagadują nas biesiadnicy z sąsiedniego stolika i wyrażają szczere uznanie dla naszego przygotowania, stwierdzając, że muszą wziąć z nas przykład!
Okazuje się, że to para Włochów znad jeziora Como, która wkrótce kończy swój miesięczny pobyt na wyspie. Są bardzo sympatyczni, dają się zaprosić na włoskie espresso w naszym wykonaniu i pozują z nami do zdjęcia :)



Podczas powrotu w kierunku wylotu wąwozu, zauważyliśmy niewielką ścieżkę, która zdawała się prowadzić w kierunku ogromnej ściany z licznymi jaskiniami. Postanowiliśmy tam wejść.











Niestety, dość szybko okazało się, że ścieżka prowadzi do niewidocznych z drogi dwóch posesji i kończy się przy tej drugiej.

Pierwsza z nich była szczególnie interesująca! Była autentyczną zamieszkałą jaskinią. Wyszedł z niej nawet na chwilę starszy pan zaniepokojony głośnym ujadaniem swoich 2 psów.



Druga, znacznie wyżej położona, ukryła się wśród gęstych eukaliptusów.



Bez ścieżki nie dało się pójść przez najeżoną kolcami roślinność zarządziliśmy więc odwrót.
I jak zwykle... Andrzej zszedł najwcześniej i podziwiał jaskinie z dołu...



Po chwili dołączyłyśmy do Andrzeja z Kariną, a następną chwilę poczekałyśmy na dziewczyny zajmujące swoje tradycyjne miejsce w szyku rozstawnym :lol:



Mieliśmy jeszcze sporo czasu więc do programu dopisaliśmy zwiedzanie bardzo polecanego miasteczka Agüimes, znajdującego się u wylotu wąwozu, a potem jeszcze wycieczkę do miasteczka o ślicznej nazwie Santa Lucia położonego w rozległej dolinie w głębi interioru.

Agüimes









Było tu wiele pomników np. pomnik pani, która ponoć większość swojego życia handlowała w tym miejscu na miejskim skwerze...



...pomnik mężczyzn słuchających czytanej na głos książki (ponoć tak tu bywało)



...pomnik wiolonczelistki (tylko dlaczego nagiej??!)



… czy też pomnik osiołka, na którym odbyła się sesja zdjęciowa z udziałem pań :D







A potem, podziwiając po drodze widoki, pojechaliśmy do Santa Lucia, weszliśmy na wzgórze z punktem widokowym na dolinę położoną u stóp wielkiej pionowej ściany Pico de las Nieves, najwyższego szczytu Gran Canarii, na którym byliśmy kilka dni wcześniej i wróciliśmy do Las Palmas w promieniach zachodzącego słońca.























Jeszcze wiele zdjęć, które "nie zmieściły się" w relacji możecie zobaczyć tu: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/GranCanaria25022016Guayadeque

I na tym kończy się opowieść o atrakcjach i przygodach naszych zimowych - letnich wakacji. Pojawi się jeszcze jeden odcinek o praktycznej, organizacyjnej stronie wyjazdu.
Zapraszam zainteresowanych :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz