środa, 17 czerwca 2015

Teneryfa - Montana Roja, powrót i zakończenie.





Tego dnia kończy się nasza przygoda :(
Rano idziemy zrobić ostatnie zdjęcia klifom...
































Okazało się, że i Teide chce się z nami pożegnać   








Jedziemy w kierunku lotniska, żeby gdzieś w pobliżu zjeść śniadanie i może się uda zażyć kąpieli?...

Po drodze widzimy dziwny obrazek... Po chwili rozumiemy już, co to takiego - naprawa dachu na plantacji bananowców!



Zwróćcie uwagę na tego człowieka najbardziej z lewej. Idzie po takim wąskim pasku sprężynującej tkaniny! Tak wysoko nad ziemią! Musi mieć dużą wprawę, że nie traci równowagi.
Fakt, że mieli uprzęże, ale i tak aż ciarki przechodziły!





Znajdujemy miły parking z takim kuszącym widokiem



Jemy śniadanie i... muszę, no muszę tam wejść. Jola ma akurat kartki do wypisania i inne zaległości więc szybko ruszam. Montana Roja - (ponoć - wg tubylca, choć ja wątpię) 300 m podejścia, które szybko zdobywam.







I już szczytuję :jupi:







Ta plaża tak mi się podoba, że postanawiam koniecznie na nią dotrzeć i zażyć ostatniej kąpieli w oceanie!







Widać za plantacją lotnisko



Schodzę więc szybko, żeby zdążyć na plażę. Widok na El Medano



I już jesteśmy na plaży - Jola jedynie spaceruje...



... ja szybko wskakuję do wody.





Jola dokumentuje ten fakt filmowo: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/Teneryfa12022015#6124666025744151538

Niestety, kąpiel trwała za krótko! Po 15 minutach musiałam wyjść z wody :(
Musiałyśmy zrobić sobie jeszcze zakupy na podróż, spakować się, oddać samochód i być na lotnisku ok. 2 godz. przed odlotem, a ten miałyśmy o 15.40.

W sklepie, jak zwykle, był ekspres do kawy, więc musiało być espresso :)



I jeszcze tylko kilka zdjęć okolic lotniska...



... i lecimy! Z widokiem na "moją" Montana Roja :)



Przebijamy się przez chmury i... znów czuję żal, że się nie wszystko udało... :/





Widać ładnie jakieś wybrzeża, ale chmur jest dużo wokół i nie wiem, czy to jeszcze Teneryfa, czy już jakaś sąsiednia wyspa?





Lecimy na wschód (dokładnie pn.wsch.) więc słońce dość szybko zbliża się do horyzontu i wkrótce zachodzi.





Lądujemy ok. 23.00 i pół nocy wracamy do domu.

Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/Teneryfa12022015

Podsumowanie (i ewentualnie uzasadnienie) kosztów:

560 zł bilet w obie strony.

240 zł (120 zł na jedną) dodatkowy bagaż rejestrowy, ponieważ oprócz namiotu chciałyśmy wziąć karimaty i takie rzeczy, których nie wolno przewozić w bagażu podręcznym, jak na przykład nóż, palnik na butlę. A jak już dokupiłyśmy ten bagaż, to zapełniłyśmy miejsce kilkoma artykułami spożywczymi :).
Na przyszłość rozważałabym, czy ten dodatkowy bagaż ma sens?...

21 Euro nocleg w schronisku Altavista.

108 euro (54 na jedną) wypożyczenie samochodu. Korzystałyśmy z wypożyczalni Autoreisen. Polecam! Żadnych problemów. Na ich stronie, tak jak we wszystkich wypożyczalniach, była informacja, że konieczna jest karta kredytowa. Nie mam takiej (ani Jola). Napisałam do nich z pytaniem, czy wystarczy Debit - odpowiedzieli, że wystarczy. Ta karta jest potrzebna, żeby zablokowali kwotę kaucji, ale nikt nawet o kaucji nie napomknął. Pani spisała dane z paszportu, zapłaciłam kartą debetową, pani podała mi kluczyki z zestawem dokumentów (w tym ubezpieczenie) i numerem boksu, w którym stoi samochód.

Samochód miał wiele drobnych uszkodzeń karoserii (z 10-15), zrobiłam zdjęcie każdej z nich na wszelki wypadek. Gdy oddawałam auto pani powiedziała - proszę zaparkować w wolnym boksie i przyjść podać mi jego numer. Tyle! Nawet nie podchodzą do auta.

Paliwo kosztowało nas ok. 200 zł, bo na Teneryfie jest ono wybitnie tanie (0,87 euro za litr etyliny).

Poza tym parking w Polsce przy lotnisku - 37 zł za cały tydzień!!!

To w sumie: ok. 1100 zł.

My sobie pozwalałyśmy jeszcze na różne przyjemności - co najmniej jedno espresso dziennie, czasem z ciasteczkiem. Trzy obiady (skromne ) codziennie piwo ( 3 razy w lokalu, reszta kupiona w sklepie), owoce, inne jedzonko.
Razem z wydatkami na skromne prezenty (słynny teneryfski likier bananowy) wydałam ok. 1300 zł.

==========================================

Gdybym leciała jeszcze raz (mam nadzieję, że tak będzie), chciałabym polecieć na 2 tygodnie. Najchętniej w maju, ale to dla mnie niemożliwe, więc chyba znów w zimie :)

Gdyby było kilka osób chętnych (np. tak, żeby nas było 4-5 do jednego samochodu) można byłoby rozważyć wynajęcie kwatery (jeden tydzień na wschodzie, drugi na zachodzie wyspy).
Wtedy mieścimy się w podręcznym bagażu. W okresie zimowym zdarzały się oferty całkiem tanich noclegów (np. ok. 40-50 zł/noc/osoba), a patrzyłam wyłącznie na 2-osobowe.
 

2 komentarze: