wtorek, 24 listopada 2015

Geiranger, Droga Trolli, Droga Atlantycka

I co? Udało nam się zobaczyć Geiranger? Jak myślicie?

Tak! Udało się :D
Nie w blasku słońca, jak chciałybyśmy, ale w puchowej kołderce też się ładnie prezentował! :)
Zgadzacie się?




Po drodze sztuka norweskiego kamuflażu Ile domków widzicie?



I wracamy nad Geiranger.





Te statki stąd nie wydają się tak duże, jakie są w rzeczywistości



Chciałyśmy się tu gdzieś zatrzymać na nocleg albo chociaż na rozejrzenie się spokojne. Ale wszędzie był taki tłok, że nawet zatrzymać na zdjęcia się nie dało! Ci wszyscy ludzie ze statków, z autokarów, z samochodów, kręcili się wśród sklepików i straganów. Parkingi zatłoczone, wszędzie zakaz zatrzymywania się, bo droga wąska... Generalnie - masowy przemysł turystyczny! :/
Atmosfera miejsca przypominająca Krupówki przytłaczała nas tak bardzo, że czym prędzej pojechałyśmy dalej!

W pobliżu był następny punkt widokowy na fiord i wieś Geiranger







Dojechałyśmy do Eidsdal na przeprawę promową...





… a potem już rzut beretem do Valldal, gdzie zatrzymałyśmy się na ślicznym kempingu Muri Muri.



Jeszcze krótki spacerek nad Tafiord.



Chmury coraz bardziej się strzępiły, przeświecało gdzieniegdzie słońce. :jupi:



I nawet pojawiła się tęcza, którą uznałyśmy za dobry znak :)



Poranek wstał przepiękny!

Zaczęłyśmy więc leniwie się krzątać, rozkoszując się miejscem, ciepłem i słońcem :)



Przed wyjazdem na wycieczkę załatwiamy sobie możliwość pozostawienia tu przyczepy do wieczora (nieodpłatnie) i ruszamy na Drogę Trolli.



Po drodze trafiamy nad burzliwy wodospad o nieznanej mi nazwie...





… jest pięknie!





W końcu dojeżdżamy do Drogi Trolli. Na punkt widokowy trzeba podejść kilkaset metrów specjalnym pomostem...





...żeby zobaczyć taki widok.





Oczywiście lansik...
zdjęciowo...



i filmowo: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/Norwegia2015GairangerDrogaTrolliIDrogaAtlantycka#6220633223020560994

Widok na ostatnią platformę widokową i dolinę z pobliskiego wzgórza



Z dołu kamienie pełniące funkcję barierek wyglądają ślicznie, jak szydełkowe pikotki :D



Na wszelki wypadek jechałam ostrożnie, ale żaden troll mi na drogę nie wybiegł... szkoda :(



Dzień był jeszcze wczesny, pogoda piękna, postanowiłyśmy zmienić pierwotne plany i zamiast następnego dnia, już dziś pojechać dalej – na Drogę Atlantycką.



Wkrótce widzimy pierwszy ładny most, ale to jeszcze nie Droga Atlantycka. Robimy sobie przy nim obiad.



Najedzone jedziemy dalej... i jedziemy... i jedziemy... ale gdzie te mosty?.. widoki?..

Wreszcie widzimy brzeg morza usiany dziesiątkami, setkami wysepek.





I dopiero po ok. 80 km od mostu, gdzie jadłyśmy obiad był ten najsłynniejszy i właściwie jedyny interesujący most!







Poniżej taka panoramka – żarcik (co za żarcik? - odpowiedź w galerii na Picasie)


Przeszłyśmy się turystycznym chodnikiem...

 

fot. Bożena

I przejechałyśmy się jeszcze kawałek, ale wkrótce postanowiłyśmy wracać.
Czułyśmy się zawiedzione Drogą Atlantycką. Jeden ciekawy most nie czyni atrakcji wartej przejechania ponad 200 km, w tym 2 promy. No chyba, że ma się ją na swojej trasie, a nie - jak my - jedzie się specjalnie dla niej.
Najciekawiej wygląda ona zapewne z góry albo gdy morze jest wzburzone i fale przelewają się przez drogę.



W drodze powrotnej płyniemy z Molde do Vestnes.







Przestawiamy przyczepę 200 metrów od kempingu Muri Muri nad Tafiord. Podczas tej operacji dyszel przyczepy spadł na nogę Dani powodując bolesne stłuczenie. Na szczęście noga nie została złamana, ale skutki tego zdarzenia Dani odczuwała jeszcze długo. :(



Tego wieczora jest sucho więc rozkładamy namiot, w którym będą spać Dani i Karina.
Na koniec, już po północy (widzicie, jak jest jasno?), rozsiadamy się na imprezkę. Jest już chłodno więc opatulamy się śpiworami. Za to piwo jest dobrze schłodzone :lol:



Nie pisałam do tej pory, bo zapomniałam, ale na tym etapie już jakiś czas wiem, że z moim samochodem jest coś nie tak :/
Początkowo, kiedy poczułam niepokojący objaw udawałam, że mi się wydaje.
Ale kiedy to się znów pojawiło po raz drugi, a potem trzeci – przestałam mieć wątpliwości.

Ku mojemu zdumieniu, domyśliłam się nawet co to może być. Sprzęgło! Ślizga mi się sprzęgło. Tak przygotowywałam samochód, żeby nie było awarii, a tu jednak!
Na razie nie zaprzątałam sobie tym zanadto głowy, bo pamiętałam, że podczas naszej wcześniejszej podróży do Włoch, jeszcze z mężem, skodą Felicją (i z inną przyczepą) też mieliśmy taką awarię, ale bez problemów wróciliśmy wtedy do Polski przejeżdżając przez całe Włochy (byliśmy w Neapolu) i przez Alpy. Dopiero w Niebylcu koło Rzeszowa skodzina nie dała rady wjechać z przyczepą na tamtą górkę. Odpięliśmy więc przyczepę, bez której wróciliśmy własnym samochodem do domu i zanim oddaliśmy go do warsztatu jeździliśmy jeszcze jakiś czas.

Pomyślałam więc – damy radę. Na jednym z parkingów, gdzie spotkałyśmy polskich TIR-owców zapytałam, jak oceniają moją sytuację i czy mogą mi coś poradzić?
Powiedzieli – proszę jechać na niskich biegach, powoli przyspieszać i spokojnie jechać. I będzie dobrze. Bardzo mi się podobały te słowa, tym bardziej, że po wcieleniu ich w życie niepokojące ślizgi ustąpiły! Hurra :D

Jeszcze tylko 2 dni będzie nas pięć... Karina i Wanda mają wykupiony na 19 lipca lot z Alesund do Polski. Dla nich kończy się wkrótce norweska przygoda :(

Ale to w następnym odcinku.

Tymczasem zapraszam do galerii, gdzie jest też trochę innych zdjęć: https://picasaweb.google.com/115132628360511080277/Norwegia2015GairangerDrogaTrolliIDrogaAtlantycka


Cdn.